Posted by Marcin | Praca

Wpis ten dedykuję wszystkim, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą, a napotkali jakieś problemy finansowe na swojej drodze. Bywa tak, że prowadząc własną firmę traci się płynność finansową, chociażby przez wzgląd na to, iż nie zawsze klienci regulują Ci faktury na czas, w momencie gdy sam regulujesz wszystko w określonych na fakturze terminach. Dodatkowo dochodzi co miesiąc haracz w postaci składki ZUS. No i teraz trzeba sobie zadać naprawdę ważne pytanie – ratować firmę np. kredytem, czy zamknąć całkowicie działalność gospodarczą?

Jak to się zaczyna?

Masz dobry pomysł, męczy Cię praca na etacie, albo zwyczajnie nie lubisz pracować na kogoś, bo wiesz że sam zrobisz to lepiej. Bardzo dobrze. Zatem myślisz o tym, by założyć działalność gospodarczą, skuszony wizją swoich świetnych zarobków, wstępnie policzyłeś potencjalne zyski i doszedłeś do wniosku, że chwila moment i będziesz naprawdę bogatym człowiekiem.

Firma jak to firma, jeśli to Twoja pierwsza w życiu to zwykle zachłystujesz się faktem, że będziesz „posiadał własną firmę”. Najpierw męczysz zarówno swój mózg jak i mózgi najbliższych znajomych czy rodziny o wymyślenie chwytliwej nazwy, bo przecież wiadomo, że to będzie minimum druga Coca-Cola czy Microsoft. Niewątpliwie szczerze w tak ogromny sukces swojej firmy wierzysz, więc chcesz nadać jej jakąś odpowiednią do przyszłych rozmiarów nazwę. Myślisz przyszłościowo, to dobrze. Wszystkie nazwy z końcówkami POL albo EX już jakieś chujki Ci pozajmowały, trudno.

Najwidoczniej byli szybciej na rynku, ale przecież wiadomo, że to i tak Twoja firma odniesie ten upragniony sukces, którego im pomimo dobrych nazw zabrakło, chociaż istnienją już któryś rok z rzędu. Finalnie obmyślasz nazwę, która zapewne ma wydźwięk anglojęzyczny, w końcu ciągle pamiętasz o tym, by nazwę Twojej firmy bezproblemowo mogli wymówić Amerykanie, Chińczycy, Japończycy itd. Tak… coś z angielskiego będzie na pewno niezłe. Już widzisz jak na CNN podają newsy o tym, jak zdobywasz kolejne rynki i nie mają żadnego problemu z wymówieniem Twojej nazwy.

Poszło gładko, wymyśliłeś nazwę i wypisujesz dokumenty. Na tym etapie Twój zapał jeszcze jest całkiem spory, bo przecież wiadomo, że niestety urzędowych formalności nikt nie przeskoczy, a w końcu teraz nie tak długo to zajmuje. Ba, nawet można wysłać rejestrację firmy przez internet, co zdecydowanie przyspiesza całą procedurę. Wysłałeś i czekasz na nadanie NIP i REGON. To jest te kilka a czasem kilkanaście dni, gdy oczekujesz, że zaraz wydarzy się coś wielkiego. Czekasz i czekasz niecierpliwiąc się, bo już chcesz działać, milion pomysłów bombarduje Twój mózg, a jesteś udupiony brakiem głupich numerków urzędowych.

Dobra, w końcu nadali Ci NIP i REGON i… no właśnie i nic. Teraz zaczynasz dopiero myśleć co dalej, chociaż miało się wydarzyć coś wielkiego, miało wszystko ruszyć z dnia na dzień i być nie do zatrzymania, a tu w zasadzie nic takiego nie miało miejsca. Przyszło pismo z Twoimi upragnionymi numerkami i tyle. Ani się nic nie wydarzyło, ani nagle nie posypały się setki zamówień od chętnych klientów.

Reklama!

No jak mogłeś o tym zapomnieć, przecież wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu, więc wiadomo co trzeba zrobić – nie masz strony internetowej. To może być przyczyna, bo przeczytałeś gdzieś w sieci, że bez strony www to właściwie dzisiaj nikt nie prowadzi biznesu. Zatem szukasz firmy tworzącej strony. Wysłałeś kilka zapytań, ale co jest kurwa?! Skąd oni wzięli takie ceny. Jak ktoś może chcieć Cię skasować na 20.000 zł za to co przedstawiłeś jako „prostą” stronkę. Chcesz być korporacją, no ale nie za taką cenę samej strony www. Dobra więc myślisz sobie, że trzeba okroić mocno pomysł na Twoją stronę, tak żeby się zmieścić w kilku tysiącach, no a najlepiej w kilku stówkach.

Znalazłeś wykonawcę strony dla swojej firmy, jednego który zrobi Ci to za 300zł i drugiego, który za to samo chce prawie 3.000zł. Wybierasz zatem tańszego wykonawcę, bo w zasadzie czym się to może różnić, poza tym że drugi wykonawca chce na Tobie się na pewno dorobić. Zatem będziesz mieć stronkę za 300zł. Elegancko. Okazuje się, że drugim wykonawcą była firma z doświadczeniem, a pierwszym wykonawcą co prawda jest jakiś student, który dopiero się uczy tworzenia stron, no ale nic to. Nie od razu Rzym zbudowano.

Finalnie okazuje się, że jednak pomysł ze studentem nie był tak do końca trafiony, bo strona nawet nie przypomina tego, co miałeś w głowie, ani on nie umie nic więcej wykrzesać, by to jakoś profesjonalnie wyglądało…

Właśnie zmarnowałeś pierwszy miesiąc!

Cholera szybko minął ten miesiąc, dobrze że jeszcze masz gotówkę, płacisz za księgową, płacisz za ZUS, ale przecież się liczyłeś z tym, że własna firma to niestety też koszty na początku. Przynajmniej masz już stronę internetową. Ważna albo i najważniejsza rzecz – nie masz wizytówek! No to zgłaszasz się do swojego studenta, robi Ci nawet fajny i prosty wzór wizytówek za 50zł, idziesz i drukujesz. Już masz wizytówki i stronę.

Trafił Ci się jakiś klient, co lepsze nawet specjalnie się nie starałeś go zdobyć, bo skoncentrowałeś się na tym, by budować wizerunek firmy (strona, wizytówki). No i dobrze, teraz widzisz że własna firma, to był naprawdę niezły pomysł, bo przecież skoro bez starania się o klienta, sam się zgłosił, to co dopiero jak będziesz ich aktywnie poszukiwać.

Spotykasz się z klientem, już licząc przyszłe zyski jakie z niego będziesz mieć, a tu się okazuje, że ten klient to kopia Ciebie w momencie gdy poszukiwałeś wykonawcy strony internetowej. Cholerny skąpiec, miałeś zarobić furę kasy, a ten się wykłóca o parę złotych, bo niby konkurencja ma taniej.

Godzisz się na warunki współpracy, bo to w końcu Twój pierwszy klient. Zaczynasz działać. Zrobiłeś zlecenie dla klienta, jesteś przekonany że dzięki temu, teraz się zaczniesz już intensywnie rozwijać.

Właśnie zmarnowałeś drugi miesiąc!

Zapłacił Ci jakąś niewysoką fakturę domagając się jeszcze jakiegoś rabatu, a niech mu będzie, dajesz rabat, znowu płacisz księgowej, płacisz ZUS, na wypłatę dla Ciebie nie starcza z tego co klient Ci wpłacił, więc dalej żyjesz ze swojej kasy.

To teraz w końcu trzeba zacząć być tą wielką korporacją, czyż nie?

Bierzesz się za aktywne poszukiwanie zleceń dla swojej firmy, trafia Ci się kilku klientów na początku, urobiłeś ich gładko, specjalnie się nawet nie starałeś wykonać tego dobrze, a gotóweczka wpływa. Zatrudniasz pracownika, bo sam już przestajesz wyrabiać z pracą. Nie jest to co prawda wielka korporacja, jak na początku to sobie wizualizowałeś, ale i tak jest dobrze.

Na tym etapie masz zapał i energię z tego, że są zlecenia, wpływa gotówka i firma się kręci. Masz już kilku pracowników i teraz przymierzasz się w końcu na jakieś naprawdę niezłe zlecenie. Tu już wiesz, że jak się uda trafić takie zlecenie, to później będzie naprawdę luksusowe życie.

Masz duże zlecenie!

Wow, udało się! Duży klient, duża kasa na umowie, fakturę zaliczkową zapłacił bez mrugnięcia okiem. Co prawda gdyby znał prawdę, to by wiedział, że do tej pory Twoja firma robiła tyle w pół roku co ta jego faktura zaliczkowa, no ale byłeś wiarygodny i przekonywujący, zaufał Ci duży klient. Jest dobrze.

Rozpoczynasz wykonywanie prac dla dużego klienta, wydajesz sobie spokojnie dużą zaliczkę, a nawet pracownikom dajesz po kilka stówek premii, bo teraz może być już tylko lepiej…

Pojawiają się schody. Miało być szybko i gładko jak z innymi wcześniejszymi klientami, a tu się okazuje, że ten klient posiada kilka bądź kilkanaście osób decyzyjnych w dziale odpowiedzialnym za nadzór Twojego zlecenia, przez co wszystko się rozwleka w czasie. Na każdą decyzję zamiast dzień-dwa to czekasz pół miesiąca.

Nie bierzesz w trakcie tej realizacji żadnych innych zleceń, bo nie masz mocy przerobowych, więc jesteś skazany na łaskę dużego klienta. Jakimś cudem udało Ci się dociągnąć do końca realizacji, czyszcząc wszystkie oszczędności na pensje dla pracowników, podatki, ZUS itp.

Wpływa faktura końcowa od dużego klienta i znowu jest elegancko. Żyjesz sobie na pełnym luzie, bawisz się, bo już wiesz że jak takie zlecenie dałeś radę ogarnąć, ogarniesz każde inne.

Przestajesz działać!

Sądzisz, że opinia Twojej firmy dzięki temu dużemu zleceniu, jest już tak niezła, że inni wielcy klienci teraz już się sami będą do Ciebie zgłaszać. Okazuje się, że nie tylko się nie zgłaszają, ale zmarnowałeś kilka miesięcy, na bawienie się za pieniądze z jednej faktury, a nowych klientów jak nie było tak nie ma. A jeśli nawet jacyś byli, to jakaś drobnica, dla której nawet nie warto było się pojawiać w firmie – od tego masz pracowników.

Pojawia się po czasie mały problem. Nie masz innych zleceń, kończy Ci się kasa, pracownicy więcej siedzą i gadają niż pracują, bo nie mają co robić. Postanawiasz obciąć ilość zatrudnionych osób, tak żeby dało się wykonać kilka zleceń, ale żeby nie nadszarpywać budżetu.

Zwalniasz regularnie ludzi co jakiś czas, aż zostaje Ci jeden bądź dwóch najwierniejszych pracowników, którzy są z Tobą niemalże od początku istnienia firmy. Jednak na pensje i ZUS musisz co miesiąc wydawać kasę, a zaczyna Ci już jej brakować.

Rozstałeś się również i z najwierniejszymi pracownikami, zrozumieli że firma cienko przędzie, więc jak się odkujesz to ich ponownie zatrudnisz, a na ten czas niech pracują gdzie indziej.

Droga w dół

Siadasz i zaczynasz się zastanawiać, co poszło nie tak, że firma z niczego ruszyła, nawet z gównianą stroną internetową, udało Ci się dużego klienta zdobyć, w co chyba sam do końca nie wierzyłeś, że jest realne, a teraz brakuje Ci kasy i musisz zaczynać wszystko praktycznie od początku.

Gorsza sprawa, że przyzwyczaiłeś się do wysokich faktur, więc tym ciężej idzie Ci poszukiwanie klienta, bo tym co się zgłaszali, dawałeś do zrozumienia, że Twoja firma nie robi takich małych zleceń, mimo że jeszcze pół roku temu, cieszyłbyś się z takiej kwoty na fakturze jak dziecko. Na domiar złego, co miesiąc płacisz za księgowość i za ZUS, niezależnie od tego czy cokolwiek zarobiłeś, czy nie.

Dochodzisz do momentu, gdzie nie masz ani zleceń, ani własnych oszczędności. Dodatkowo trzeba płacić przymusowe haracze dla państwa, a na to też Ci już brakuje. W związku z tym, że ciągle masz w pamięci jak jeszcze niedawno to wszystko się kręciło i jaką kasą obracałeś, zżyłeś się z tą firmą, z jej nazwą, z byciem szefem do tego stopnia, że jesteś w 100% przekonany, że musisz tą firmę uratować.

Pierwszy błąd!

Sam fakt, że traktujesz tą firmę tak, że ona po prostu musi istnieć, jest już błędem. Nie dostrzegasz istotnych przesłanek, że albo obniżysz poprzeczkę cenową dla klientów, bo co tydzień nie będziesz mieć dużych zleceń jak początkowo myślałeś, albo czas ją zamknąć.

Nie, zamknięcia nie dopuszczasz do siebie, bo sobie nie wyobrażasz jak mogłoby nie być tej Twojej najlepszej na świecie firmy. Ona jest naprawdę najlepsza, tylko jeszcze po prostu zbyt mało osób o tym wie.

Zaczynasz oszukiwać sam siebie i brnąć w ślepą uliczkę. Co miesiąc szarpiesz się z płatnościami dla ZUS, a w którymś momencie dochodzisz do wniosku, że po prostu skoro nie zarobiłeś nic, to nic nie zapłacisz i niech się walą. Nie masz to nie wyczarujesz. Proste.

Drugi błąd!

Zmarnowałeś kilka miesięcy na myślenie o tym jak rozwinąć firmę ponownie, by przywrócić jej dawną świetność, nie płaciłeś ZUS, długi rosły. W końcu Cię olśniło. Wpadasz na pomysł, że skoro masz zdolność kredytową, to trzeba wziąć kredyt na firmę, za pieniądze z kredytu zapłacisz zaległy ZUS, dzięki temu „poprawisz” sobie płynność i umożliwisz rozwój.

Bierzesz kredyt, spłacasz ZUS i… dalej nic się nie dzieje. Myślałeś, że dzięki temu znowu wystartujesz jak rakieta, a tu znowu wielkie rozczarowanie. Dodatkowo teraz oprócz ZUS musisz płacić jeszcze co miesiąc ratę kredytu.

W tej sytuacji już jesteś na straconej pozycji, bo nie masz zapału – odebrały Ci go wszystkie problemy, pojawiające się jeden po drugim. Nie masz klientów – bo ich nie szukasz z braku zapału. Nie masz kasy na ZUS i na ratę kredytu.

Wpadasz w spiralę zadłużenia, aż w końcu podejmujesz decyzję o zamknięciu firmy.

Jak temu zaradzić?

Zapewne ten scenariusz może się nieco różnić od Twojego, bo mogłeś na przykład nie mieć pracowników, albo co gorsza jeśli ich miałeś, to np. nie zwalniać ich po drodze, tylko się dodatkowo jeszcze zadłużać niepłaceniem pensji. Różnie to bywa, wiadomo, ale jedno jest pewne. Nie udało się tak, jak sobie to układałeś w głowie.

Dam Ci kilka rad, z których naprawdę powinieneś skorzystać, jeżeli chcesz otworzyć firmę, bądź już ją masz.

  1. Nie poddawaj się, szukaj klientów przez cały czas, niezależnie od tego jakie akurat dobre zlecenie udało Ci się ustrzelić. Lepiej mieć nadmiar klientów i musieć dosztukować pracowników, niż skończyć samotnie i z długami.
  2. Jeżeli już jesteś na krawędzi i rozważasz wzięcie kredytu po to, by ratować firmę przed upadkiem i zamknięciem – nie rób tego. Pamiętaj, że ta firma nie jest w żaden sposób wyjątkowa, ona jest wyjątkowa tylko dla Ciebie. Nikt na rynku nawet nie zauważy, że zniknęła.
  3. Nie próbuj ratować firmy za wszelką cenę i wszelkimi dostępnymi środkami, bo jeżeli musisz któryś miesiąc z rzędu wykładać pieniądze na utrzymanie firmy na rynku, oznacza to że jest na tyle nierentowna, że skończysz w niedługim czasie zadłużony po uszy.
  4. Przede wszystkim rozpoczynając działalność, napisz sobie plan. Nie bazuj na swoich wyobrażeniach, jakie masz w głowie na rozwój firmy, tylko napisz dokładny i szczegółowy plan wraz z uwzględnieniem wszystkich kosztów i się go kurczowo trzymaj. Lepiej rozwinąć firmę stopniowo i mieć stabilną podstawę pod późniejsze ryzyko, niż ryzykować od samego początku i nie mieć planu a finalnie w krótkim czasie skończyć z niczym.
  5. Potencjalne zyski w planie licz realnie, bierz pod uwagę to, że nikt świeżej firmie bez doświadczenia nie będzie płacić wysokich stawek i się z tym pogódź. To jest metoda małych kroków, wolna ale działająca bezbłędnie.
  6. Znasz powiedzenie „nie łap ryb przed siecią”? W przypadku własnej firmy sprawdza się doskonale, licz i rozdzielaj jedynie te pieniądze, które widzisz u siebie na koncie. Nie rozporządzaj pieniędzmi, które mają do Ciebie spłynąć z faktur, bo przez to popadniesz w kłopoty. Wystarczy, że klienci opóźnią się z płatnościami a cały Twój plan szlag trafi i zostaniesz na lodzie.
  7. Nie kieruj się ceną wybierając usługi bądź produkty dla swojej firmy, kieruj się tylko i wyłącznie jakością. Chociażby przykład z wyborem wykonawcy strony internetowej. Lepiej zapłacić komuś, kto ma doświadczenie i się na tym zna, nieco wyższą kwotę ale otrzymać naprawdę dobry produkt, niż stracić trochę kasy na coś, co wstyd prezentować swoim klientom.
  8. Jakość Twoich produktów i usług jest równie kluczowa co dobry plan. Jeśli będziesz oferować gówno, to dokładnie gówno będziesz zarabiać. Zastanów się sam, czy Ty poszukując takiego towaru bądź usługi zamówiłbyś go w swojej firmie, za taką cenę i taką jakość jaką oferujesz klientom.
  9. Nie załamuj się, jeśli będziesz musiał zamknąć firmę. To nie koniec świata. Kolejną możesz otworzyć jak tylko będziesz mieć dobry pomysł i rozpisany plan, a zamykając tą nierentowną nie będziesz się bezsensownie zadłużać. Lepiej pozbyć się ciężaru niż go za sobą ciągnąć pogłębiając tylko beznadziejną sytuację finansową.
  10. Pamiętaj, że jeśli wychodzisz z głupiego przekonania, że co prawda firma nie przynosi Ci zysków, ale musisz ją mieć, bo bez niej się nie utrzymasz i nie będziesz mieć z czego żyć, to jesteś w dużym błędzie. Jeśli obecnie stać Cię na utrzymywanie nierentownej firmy, to tym bardziej stać Cię będzie na to, by jej nie utrzymywać a pieniądze, które obecnie tracisz zbierać na otworzenie zupełnie innej, rentownej firmy + mieć na przeżycie.
  11. Decyzję o ratowaniu firmy kredytem, podejmuj TYLKO wtedy, gdy masz 100% pewność co do wpływów, które są potwierdzone umowami, fakturami itp. Czyli takimi papierami, na podstawie których możesz ściągnąć należność poprzez windykację bądź sąd. Nigdy nie bierz kredytu tylko po to, by utrzymać firmę na rynku – a później jakoś się rozkręci. Nie rozkręci się, jeśli nie masz planu, który krok po kroku realizujesz.
  12. Jakość i cena wracają do Ciebie. Jeśli świadczysz usługi jakościowe, przyciągniesz również klientów chcących zapłacić za jakość. Jeśli świadczysz usługi, które są atrakcyjne jedynie dzięki cenie, przyciągniesz do siebie biedaków, którzy również będą się kierować niską ceną, na której nie zarobisz kokosów!
  13. Nie zaczynaj prowadzić swojej firmy, od absurdalnych rzeczy i generowania zbędnych kosztów. Na przykład od tworzenia strony internetowej, czy wizytówek. W pierwszej kolejności zadbaj o to, by od pierwszego dnia mieć klientów bez tego i móc zarabiać. Strona internetowa ma jedynie wspomóc Twój już działający i dobrze prosperujący biznes, a nie być jedynym źródłem i filarem zdobywania klientów.

Podsumowanie:

Kolejne rady i wskazówki, jak prowadzić własną firmę, żeby wychodzić na plus, jak uniknąć płacenia różnych dziwnych państwowych haraczy i wiele innych rzeczy, które mogą Ci się przydać w życiu, opiszę w którymś z następnych artykułów.

A zakończę standardowo: Najpierw myśl – potem rób!

Własna firma – ratować czy zamykać?
Oceń wpis

Wyszukano w Google przez frazy:

  • kredyt na ratowanie firmy
  • wlasna firma dlugi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *