Posted by Marcin | Ogólne, Oszczędności

Każdy chce mieć swoje mieszkanie, to u nas normalne. Dlaczego, tego niestety nie wiem, gdyż na zachodzie moda na posiadanie własnego mieszkania jest zdecydowanie niższa niż u nas. U nas wszyscy chcą mieć swoje i rzadko kiedy dopuszczają w ogóle myśl, by wynajmować latami. Jednak każdy kij ma dwa końce, wiadomo że lepiej byłoby mieć swoje, bo po przeliczeniu finansów czasami łączna kwota, jaką wpłaciliśmy za wynajem może szokować. Jednak przed podjęciem decyzji o wzięciu kredytu mieszkaniowego trzeba jeszcze wiedzieć jak go liczyć.

Własne M – fajnie brzmi

No właśnie brzmi fajnie, tylko czy na pewno kredyt mieszkaniowy jest tak samo fajny, jak własne mieszkanie? Okazuje się, że już niekoniecznie… Wiele osób popełnia jeden podstawowy błąd, mianowicie wychodzi z założenia, że jeśli wynajem kosztuje przykładowo 1500zł/mc to lepiej wziąć kredyt na mieszkanie i płacić ratę kredytu w wysokości 1500zł na miesiąc ale za „swoje”, zamiast pchać pieniądze obcemu w tyłek.

Teoretycznie wszystko jest OK, pod warunkiem, że weźmiemy poprawkę na jedną małą rzecz. Mianowicie obcy chce od nas 1500zł i do tego niektórzy płacą jeszcze rachunki typu prąd, woda, gaz, inni mają to już w cenie.

Przy kredycie o tej samej wartości miesięcznej do zapłacenia bankowi, cała masa osób zapomina o tym drobnym szczególe, że dojdzie do raty jeszcze czynsz za mieszkanie, który wynosi np. w okolicach 400zł-500zł, a co za tym idzie, mieszkanie wtedy co miesiąc będzie nas kosztować zamiast wcześniejszego 1500zł + opłaty, prawie a czasami nawet ponad 2000zł + opłaty.

Pamiętaj zawsze o tym, bo później gdy przychodzi czas płatności, cała masa ludzi jest zaskoczona, że ledwo wyrabia finansowo. Stąd późniejsza masa ofert, powystawianych na portalach, że jest do sprzedania mieszkanie z kredytem.

Czemu akurat własne mieszkanie?

Zawsze mnie zastanawiało to, skąd u nas jest tak wielka potrzeba posiadania własnego mieszkania czy domu, podczas gdy w większości zachodnich krajów, wynajem długoterminowy jest to normalna forma życia, bez niepotrzebnego obciążania własnego budżetu a co istotniejsze, bez konieczności uwiązywania się na *dzieścia lat z tym samym miejscem.

Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że jeśli weźmiemy kredyt mieszkaniowy na 20 czy 30 lat, to naprawdę jest to zdecydowanie większe ryzyko, aniżeli granie na giełdzie bez posiadania nawet podstawowych mechanizmów o jej działaniu. Jeżeli komuś się wydaje to absurdalne co napisałem, to poproszę o odpowiedź na następującą rzecz – w którym punkcie swojego życia, z jaką pensją i z kim u swego boku będziesz za 5 lat? Masz gwarancję, co do tego, że w ciągu najbliższych 5 lat nie wydarzy się nic, co zmieni Twoje dotychczasowe życie? Ja takiej gwarancji nie mam, a skoro nie mam na najbliższe 5 lat gwarancji, to dlaczego miałbym się pakować w coś z terminem 30 lat na przód???

Przecież tym bardziej nie wiem jak będzie wyglądała sytuacja na rynku, ani w mojej kieszeni za 10, 15, czy tym bardziej 30 lat!

Kolejna dziwna sprawa, to fakt wyżej wspomnianego liczenia za „swoje” a za wynajmowane. Wiesz o tym, że to „swoje” będzie własne dopiero po tym okresie kredytowania prawda? Tak naprawdę, to przez 30 lat decydujesz się na to, by wynajmować od banku mieszkanie, po zawyżonej stawce, bo dochodzą Ci odsetki. Odsetki niby są wcale nie takie wysokie, bo w banku Ci powiedzieli, że to najkorzystniejsza oferta na rynku… jednak jak kupujesz mieszkanie za 300.000zł a finalnie do spłaty masz w okolicach 500.000zł to czy można to nazwać inaczej niż nadpłacaniem bankowi kasy za możliwość wynajmowania mieszkania?

U obcej osoby nie nadpłacasz nic w postaci odsetek, po prostu wynajmujesz za określoną stawkę i już. A w przypadku gdy tracisz płynność finansową, bo np. z konieczności musiałeś znaleźć inną pracę – gorzej płatną, to po prostu zmieniasz aktualny wynajem na tańszy i po kłopocie. Nie musisz brnąć w dalsze zadłużanie siebie, byle tylko wyrobić miesiąc w miesiąc na spłatę.

Do tego dochodzi Ci naprawdę duży komfort psychiczny, bo jak nie zapłacisz w danym miesiącu, możesz zadzwonić do osoby, od której wynajmujesz i przedstawić uczciwie całą sytuację, z trudniejszym okresem finansowym i albo się rozstać albo pozwoli Ci przeczekać chwilowy gorszy okres, by rozliczyć się gdy ponownie spłynie Ci gotówka. W przypadku banku natomiast, niby wszystko OK, niby są wakacje kredytowe, ubezpieczenie kredytu itp… tylko, że to jakoś nie bardzo działa.

Mam co i raz masę maili od ludzi, którzy nie wiedzą co mają zrobić, bo te wszystkie piękne deklaracje bankowe okazały się być fikcją i już są chwilę „przed”, jeśli chodzi o wypowiedzenie umowy ze strony banku i wsadzenie komornika na kark. No i tu trzeba się zastanowić, czy osoba prywatna, od której byś wynajmował mieszkanie, również by z Tobą w taki sposób postąpiła. Podejrzewam, że nie. Bo o ile wypowiedzieć umowę by Ci mogła, to raczej komornika nikt na Ciebie nie będzie nasyłać, bo zwykły człowiek jest w stanie zrozumieć, że miałeś pracę a teraz nie masz i możesz zaległą kwotę najmu uregulować np. w ratach po 100zł, a nie w jednorazowej spłacie w ciągu 30 dni od daty otrzymania pisma.

Kiedy brać?

Oczywiście, nie będę twierdzić, że nie należy nigdy pod żadnym pozorem brać kredytu mieszkaniowego, bo są sytuacje w których jak najbardziej warto. Można to zrobić na dwa sposoby.

Pierwszy z nich, to w momencie gdy co miesiąc mamy faktycznie te kilkaset złotych zapasu, który ładujemy na konto, bo jest to nadmiar gotówki, a nie wykorzystujemy jej na bieżące życie w związku z tym, że starcza nam to co jest i nie wydajemy wszystkiego co miesiąc jak leci. Wtedy jest gwarancja, że po pierwsze uciułaliśmy już jakąś kwotę na wkład własny – to naprawdę ważne, a po drugie, że przynajmniej w najbliższym okresie żadna dodatkowa opłata związana z posiadaniem kredytu i jednoczesnym dokonywaniem wszystkich opłat nas nie zaskoczy.

Drugi z nich to metoda, to inwestowanie kredytem bez samodzielnego korzystania z niego. Oznacza to tyle, że pozostajemy nadal w wynajmowanym mieszkaniu, płacimy za nie tak jak do tej pory, jednak w kredycie kupujemy mieszkanie, które wynajmujemy komuś by w nim mieszkał i z tego co wpłaca, regulujemy raty kredytu. Oczywiście tak jak i w przypadku pierwszej metody, warto pamiętać o tym, że OBOWIĄZKOWO musimy posiadać wtedy również nie tylko trochę zapasu co miesiąc, ale dodatkowo mieć przynajmniej na 6 rat kredytu odłożoną gotówkę, z której sami nie musimy korzystać na życie.

Jest to o tyle istotne, że dzięki temu jeśli kupimy mieszkanie w drugiej opcji, musimy się liczyć z tym, że może przez jakiś czas nie być chętnego na wynajęcie od nas mieszkania, a raty trzeba płacić na bieżąco. Może być też zmiana osób, które od nas wynajmują i na czas pomiędzy wyprowadzka starego lokatora, a znalezieniem nowego też musimy mieć za co regulować kredyt.

Dzięki takiej metodzie, mnożymy swój majątek w zasadzie bez większego wysiłku i bez angażowania własnego kapitału. Oczywiście jest to bardzo długoterminowa inwestycja, ale co ważne nie obciąża naszego budżetu, bo mieszkamy tam gdzie mieszkaliśmy, płacimy tyle samo, a kredyt reguluje się „sam”.

Trzeba jednak pamiętać, to podkreślę jeszcze raz, że do takiej metody niezbędne jest to, byśmy co miesiąc mieli trochę zapasu finansowego. Może się też zdarzyć tak, że nasz lokator, nie będzie takim lokatorem jakim my jesteśmy u kogoś, zniszczy coś w mieszkaniu po czym ucieknie bez słowa i wtedy szkody musimy przed ponownym wynajmem pokryć z własnej kieszeni.

Nadpłacanie kredytu

Jako, że niezależnie od wybranej metody, zawsze i wszędzie warto nadpłacać kapitał kredytu, gdyż po pierwsze zmniejsza on wysokość raty, po drugie zmniejsza łączną ilość odsetek, którą bankowi zapłacimy – jestem zwolennikiem tej metody w 100%.

Co ważne z nadpłacaniem nie ma naprawdę znaczenia po ile to zrobimy. Wiele osób myśli, że nadpłacenie kredytu musi stanowić jakąś „przyzwoitą” kwotę, powiedzmy od 1000zł w górę. Otóż nie! Pomyśl, że łatwiej będzie Ci przy takim kredycie co miesiąc nadpłacić nawet 100zł, co bardzo nieznacznie ale jednak już wpłynie na ilość odsetek i wysokość raty, niż uzbierać jednorazową kwotę na nadpłacenie.

Nadpłacając nawet po „głupie” 100zł miesięcznie kapitał kredytu co miesiąc, nadpłacisz go w kwocie 1200zł rocznie, co przy perspektywie 30 lat spłaty, daje już kwotę 36.000zł – wow, prawda? A 100zł na miesiąc wydaje się tak niewiele…

Oczywiście, jeśli masz możliwość nadpłacania w większej ilości, rób to jak najbardziej. Po pierwsze łatwiej to spłacisz, po drugie więcej po kilku latach będziesz w stanie nadpłacać.

Dzisiaj trochę chaotycznie, bo robię kilka rzeczy naraz… poza tym ostatnio trafiłem na bardzo fajną stronę, z różnymi porównywarkami i kalkulatorami, ale obecnie nie mogę jej odszukać, więc zajrzyj co kilka dni do tego posta, bo jak ją odszukam to wyedytuję tego posta i dodam link do niej.

Jeśli jesteś zainteresowany wzięciem jakiegokolwiek kredytu mieszkaniowego, warto byś najpierw z tej porównywarki skorzystał i naprawdę dokładnie wszystko przeliczył, a dopiero później wysłał z niej wniosek kredytowy do banku.

Kredyt na mieszkanie – brać czy wynajmować dalej
5 (100%) 1 głosów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *